Z lektury pensylwańskiego raportu o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez duchownych wyłania się przerażający obraz instytucji, która bardziej chroni siebie i sprawców niż ofiary.

Po dwuletnim dochodzeniu prowadzonym przez Wielką Ławę Przysięgłych 15 sierpnia br. prokurator generalny stanu Pensylwania opublikował raport dotyczący wykorzystywania seksualnego przez duchownych w 6 z 8 diecezji katolickich na terenie tego stanu. Raport liczy ponad 1300 stron, a obejmuje okres blisko 70 lat, począwszy od 1950 r. Podstawowe ustalenie raportu brzmi: w przebadanym okresie przynajmniej 301 księży katolickich popełniło przestępstwa wykorzystania seksualnego na szkodę ponad 1000 osób małoletnich.

 

 

Jest to pierwszy tak szczegółowy raport w USA dokumentujący nie tylko dane ilościowe, lecz także mechanizmy funkcjonujące wewnątrz Kościoła, które strukturalnie ułatwiały popełnianie tych przestępstw na tak dużą skalę. Trzeba zaznaczyć, że raport jest oparty w dużej mierze na źródłach udostępnionych przez diecezje, które były przedmiotem dochodzenia (zob. opis raportu i reakcji nań).

 

Uważam, że datę publikacji raportu można uznać za początek trzeciej fazy kryzysu związanego z ujawnianiem przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele amerykańskim. A trzeba mieć świadomość, że do tej pory poszczególne etapy kryzysu, jaki przeżywał Kościół w USA, oraz amerykańska dynamika procesu radzenia sobie z tą tragedią były zapowiedzią tego, co wcześniej czy później pojawiło się w innych krajach.

 

Pierwsza faza kryzysu i prób radzenia sobie z nim trwała od początku lat 80. XX wieku do roku 2001. Wtedy to Watykan – uznając globalny charakter kryzysu – zobowiązał przełożonych kościelnych do zgłaszania wszystkich prawdopodobnych przypadków przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich popełnionych przez duchownych do Kongregacji Nauki Wiary.

 

Ta decyzja Jana Pawła II – w połączeniu z „falą” ujawnień zapoczątkowaną w lutym 2002 r. przez rubrykę „Spotlight” dziennika „Boston Globe” – rozpoczęła drugą fazę radzenia sobie z kryzysem: przez budowanie systematycznej odpowiedzi na skandal. Episkopat amerykański w 2002 r. uchwalił Kartę Ochrony Dzieci i Młodzieży. W oparciu o nią zakony i diecezje w tym kraju wypracowały system audytowanych corocznie procedur i działań ułatwiających zgłoszenia, organizujących troskę o ofiary i prewencję. Raport Wielkiej Ławy Przysięgłych uznaje te działania, które poprawiły zdecydowanie bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w całym Kościele w USA. David Finkelhorn, światowej sławy ekspert w dziedzinie wykorzystywania seksualnego, twierdzi, że podjęte przez Kościół w Stanach Zjednoczonych działania sprawiły, że wśród instytucji amerykańskich to właśnie Kościół stał się najbezpieczniejszym miejscem dla dzieci i młodzieży.

 

Na tym tle uzasadnione jest pytanie, czego zabrakło w dotychczasowej pracy lub co się stało teraz, że podjęto dwuletnią pracę Wielkiej Ławy Przysięgłych w Pensylwanii – tym bardziej, że przypadki wyliczone i opisane w raporcie dotyczą w większości przestępstw popełnionych przed 2002 r. i w dużej mierze już ujawnionych, a duża część z 301 sprawców już nie żyje i nowych zgłoszeń jest niewiele w porównaniu z wydarzeniami z lat 70. i 80. Pod tym względem raport nie wnosi zasadniczo wiele nowości w stosunku do tego, co zostało opisane w raporcie niezależnej instytucji akademickiej John Jay College, zleconym przez episkopat USA i opublikowanym w 2012 roku.

 

 

Wnioski raportu z Pensylwanii to głównie postulaty do ustawodawcy stanowego. Dotyczą one zniesienia przedawnienia, stworzenia dwuletniego „okna”, w którym ofiary mogłyby składać pozwy cywilne, doprecyzowania obowiązku zgłaszania oraz wprowadzenia klauzuli, że umowa z ofiarą o nieujawnianiu nie może blokować jej kontaktu z organami ścigania. Przedstawionych w raporcie danych o Kościele nie da się porównać z danymi dotyczącymi innych instytucji w Pensylwanii, gdyż pozostałe instytucje nie zostały analogicznie przebadane. Ten fakt jest nie bez znaczenia, bo skupienie się jedynie na wykorzystywaniu seksualnym małoletnich w Kościele niesie ze sobą ryzyko, że ochrona dzieci w rodzinach i w innych instytucjach nie będzie jednakowo rygorystyczna.

 

Mimo tych zastrzeżeń nowością raportu – zawstydzającą Kościół – jest ujawnienie poważnych błędów biskupów i pracowników kurii diecezjalnych w podejściu do ofiar. Z lektury raportu wyłania się przerażający obraz instytucji, która bardziej chroni siebie i sprawców niż ofiary. O tym się już wiele mówiło. Pisał o tym Benedykt XVI do Kościoła w Irlandii, ale nigdy nie zostały przez instytucje kościelne rozliczone ani zamiatanie pod dywan, ani brak poszanowania godności ofiar, ani minimalizowanie problemu, ani zmowa milczenia.

 

Pensylwański raport – ze swoją konkretnością opisu sposobu działania oraz wskazywaniem z imienia i nazwiska osób odpowiedzialnych, w tym urzędujących biskupów – wpisuje się w toczącą się w Kościele od ponad dwóch lat dyskusję na temat pociągania do odpowiedzialności biskupów i wyższych przełożonych zakonnych za niewłaściwe prowadzenie spraw związanych z wykorzystaniem seksualnym. Motu proprio papieża Franciszka Come una madre amorevole wydaje się jak dotąd martwą literą, a szerszy krąg odpowiedzialności nakreślony w tym dokumencie pozostał bez widocznych dla wspólnoty kościelnej efektów (o dokumencie pisałam na tych łamach). Raport wpisuje się również w ten sam nurt zagadnień ujawnionych przez kryzys chilijski i przez toczącą się dyskusję nad przypadkiem (byłego już) kard. Mc Carricka.

 

Bardziej uważna lektura raportu z Pensylwanii zdaje się również wskazywać, że pewne rozwiązania przyjęte przez Kościół w USA i przez pełnomocników ofiar na dłuższą metę nie przyniosły owoców uzdrowienia, których się spodziewano. Dotyczy to głównie praktyki zawierania ugód odszkodowawczych zgodnie z prawem USA. Na skutek przyjęcia takiej strategii nie odbywały się procesy karne ani procesy cywilne, lecz jedynie, od 2001 r., procesy kanoniczne. Sprawca otrzymywał kary kościelne i nie był sądzony przez państwowy wymiar sprawiedliwości, co musiało w końcu rodzić poczucie, że nie poniósł adekwatnych konsekwencji.

 

Poczucie to wzmacnia język kościelny, w którym mówi się o „grzechu” przeciwko VI przykazaniu, nie zaś o przestępstwie wykorzystania seksualnego, o gwałcie itp. To samo poczucie wywołuje sytuacja, gdy ofiara zgłaszająca po latach przestępstwo, którego nie była zdolna zgłosić wcześniej, dowiaduje się, że doznana krzywda nie może być ścigana z powodu przedawnienia.

 

Przyjęcie odpowiedzialności finansowej przez Kościół w USA stępia odpowiedzialność moralną przełożonych, ale też, jak się okazuje, nie ułatwia zdrowienia osobom pokrzywdzonym. Paradoksalnie podobne efekty przynosi też lęk przed odpowiedzialnością finansową, panujący w Kościele w innych krajach, w tym i w Polsce.

 

Po raporcie pensylwańskim i po kryzysie w Chile widać też niedoskonałości kanonicznego prawa karnego i norm sekretności rządzących postępowaniem kanonicznym, które ranią ofiary i sprzyjają zmowie milczenia. Widać też potrzebę refleksji teologicznej – zwłaszcza eklezjologicznej – nad konsekwencjami kryzysu dla rozumienia Kościoła, dla sprawowania urzędów w Kościele, dla przejrzystości procedur powoływania na urzędy kościelne, dla roli świeckich. Bardzo potrzebna jest też refleksja nad grzechem i świętością w Kościele, nad tym, jak w systemie funkcjonowania instytucji jej klerykalizacja i brak włączenia świeckich sprzyjały i nadal sprzyjają czynom tak okropnym jak wykorzystanie seksualne małoletnich (pisałam o tym w „Więzi” w roku 2015).

 

Bez poważnego podjęcia tych tematów i wyciągnięcia wniosków z ich analizy dla życia i funkcjonowania Kościoła zmiany będą tylko powierzchowne – i co jakiś czas będziemy z przerażeniem odkrywać, jak bardzo grzech rani żywe Ciało Chrystusa. Innymi słowy, potrzebna jest głęboka zmiana mentalności i nawrócenie nas wszystkich, by było jednoznacznie widoczne, że drogą Kościoła jest człowiek i aby Chrystus mógł być drogą każdego człowieka.

Ewa Kusz

Za http://wiez.com.pl/2018/08/18/trzecia-faza-nie-tylko-amerykanskiego-kryzysu/

Z lektury pensylwańskiego raportu o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez duchownych wyłania się przerażający obraz instytucji, która bardziej chroni siebie i sprawców niż ofiary.

Po dwuletnim dochodzeniu prowadzonym przez Wielką Ławę Przysięgłych 15 sierpnia br. prokurator generalny stanu Pensylwania opublikował raport dotyczący wykorzystywania seksualnego przez duchownych w 6 z 8 diecezji katolickich na terenie tego stanu. Raportliczy ponad 1300 stron, a obejmuje okres blisko 70 lat, począwszy od 1950 r. Podstawowe ustalenie raportu brzmi: w przebadanym okresie przynajmniej 301 księży katolickich popełniło przestępstwa wykorzystania seksualnego na szkodę ponad 1000 osób małoletnich.

Jest to pierwszy tak szczegółowy raport w USA dokumentujący nie tylko dane ilościowe, lecz także mechanizmy funkcjonujące wewnątrz Kościoła, które strukturalnie ułatwiały popełnianie tych przestępstw na tak dużą skalę. Trzeba zaznaczyć, że raport jest oparty w dużej mierze na źródłach udostępnionych przez diecezje, które były przedmiotem dochodzenia (zob. opis raportu i reakcji nań).

Uważam, że datę publikacji raportu można uznać za początek trzeciej fazy kryzysu związanego z ujawnianiem przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich w Kościele amerykańskim. A trzeba mieć świadomość, że do tej pory poszczególne etapy kryzysu, jaki przeżywał Kościół w USA, oraz amerykańska dynamika procesu radzenia sobie z tą tragedią były zapowiedzią tego, co wcześniej czy później pojawiło się w innych krajach.

Nigdy nie zostały przez instytucje kościelne rozliczone ani zamiatanie pod dywan, ani brak poszanowania godności ofiar, ani minimalizowanie problemu, ani zmowa milczenia

Pierwsza faza kryzysu i prób radzenia sobie z nim trwała od początku lat 80. XX wieku do roku 2001. Wtedy to Watykan – uznając globalny charakter kryzysu – zobowiązał przełożonych kościelnych do zgłaszania wszystkich prawdopodobnych przypadków przestępstw wykorzystywania seksualnego małoletnich popełnionych przez duchownych do Kongregacji Nauki Wiary.

Ta decyzja Jana Pawła II – w połączeniu z „falą” ujawnień zapoczątkowaną w lutym 2002 r. przez rubrykę „Spotlight” dziennika „Boston Globe” – rozpoczęła drugą fazę radzenia sobie z kryzysem: przez budowanie systematycznej odpowiedzi na skandal. Episkopat amerykański w 2002 r. uchwalił Kartę Ochrony Dzieci i Młodzieży. W oparciu o nią zakony i diecezje w tym kraju wypracowały system audytowanych corocznie procedur i działań ułatwiających zgłoszenia, organizujących troskę o ofiary i prewencję. Raport Wielkiej Ławy Przysięgłych uznaje te działania, które poprawiły zdecydowanie bezpieczeństwo dzieci i młodzieży w całym Kościele w USA. David Finkelhorn, światowej sławy ekspert w dziedzinie wykorzystywania seksualnego, twierdzi, że podjęte przez Kościół w Stanach Zjednoczonych działania sprawiły, że wśród instytucji amerykańskich to właśnie Kościół stał się najbezpieczniejszym miejscem dla dzieci i młodzieży.

Na tym tle uzasadnione jest pytanie, czego zabrakło w dotychczasowej pracy lub co się stało teraz, że podjęto dwuletnią pracę Wielkiej Ławy Przysięgłych w Pensylwanii – tym bardziej, że przypadki wyliczone i opisane w raporcie dotyczą w większości przestępstw popełnionych przed 2002 r. i w dużej mierze już ujawnionych, a duża część z 301 sprawców już nie żyje i nowych zgłoszeń jest niewiele w porównaniu z wydarzeniami z lat 70. i 80. Pod tym względem raport nie wnosi zasadniczo wiele nowości w stosunku do tego, co zostało opisane w raporcie niezależnej instytucji akademickiej John Jay College, zleconym przez episkopat USA i opublikowanym w 2012 roku.

Poczucie krzywdy wzmacnia język kościelny, w którym mówi się o „grzechu” przeciwko VI przykazaniu, nie zaś o przestępstwie wykorzystania seksualnego czy o gwałcie

Wnioski raportu z Pensylwanii to głównie postulaty do ustawodawcy stanowego. Dotyczą one zniesienia przedawnienia, stworzenia dwuletniego „okna”, w którym ofiary mogłyby składać pozwy cywilne, doprecyzowania obowiązku zgłaszania oraz wprowadzenia klauzuli, że umowa z ofiarą o nieujawnianiu nie może blokować jej kontaktu z organami ścigania. Przedstawionych w raporcie danych o Kościele nie da się porównać z danymi dotyczącymi innych instytucji w Pensylwanii, gdyż pozostałe instytucje nie zostały analogicznie przebadane. Ten fakt jest nie bez znaczenia, bo skupienie się jedynie na wykorzystywaniu seksualnym małoletnich w Kościele niesie ze sobą ryzyko, że ochrona dzieci w rodzinach i w innych instytucjach nie będzie jednakowo rygorystyczna.

Mimo tych zastrzeżeń nowością raportu – zawstydzającą Kościół – jest ujawnienie poważnych błędów biskupów i pracowników kurii diecezjalnych w podejściu do ofiar. Z lektury raportu wyłania się przerażający obraz instytucji, która bardziej chroni siebie i sprawców niż ofiary. O tym się już wiele mówiło. Pisał o tym Benedykt XVI do Kościoła w Irlandii, ale nigdy nie zostały przez instytucje kościelne rozliczone ani zamiatanie pod dywan, ani brak poszanowania godności ofiar, ani minimalizowanie problemu, ani zmowa milczenia.

Pensylwański raport – ze swoją konkretnością opisu sposobu działania oraz wskazywaniem z imienia i nazwiska osób odpowiedzialnych, w tym urzędujących biskupów – wpisuje się w toczącą się w Kościele od ponad dwóch lat dyskusję na temat pociągania do odpowiedzialności biskupów i wyższych przełożonych zakonnych za niewłaściwe prowadzenie spraw związanych z wykorzystaniem seksualnym. Motu proprio papieża Franciszka Come una madre amorevole wydaje się jak dotąd martwą literą, a szerszy krąg odpowiedzialności nakreślony w tym dokumencie pozostał bez widocznych dla wspólnoty kościelnej efektów (o dokumencie pisałam na tych łamach). Raport wpisuje się również w ten sam nurt zagadnień ujawnionych przez kryzys chilijski i przez toczącą się dyskusję nad przypadkiem (byłego już) kard. Mc Carricka.

W systemie funkcjonowania instytucji kościelnych ich klerykalizacja oraz brak włączenia świeckich sprzyjały i nadal sprzyjają czynom tak okropnym jak wykorzystanie seksualne małoletnich

Bardziej uważna lektura raportu z Pensylwanii zdaje się również wskazywać, że pewne rozwiązania przyjęte przez Kościół w USA i przez pełnomocników ofiar na dłuższą metę nie przyniosły owoców uzdrowienia, których się spodziewano. Dotyczy to głównie praktyki zawierania ugód odszkodowawczych zgodnie z prawem USA. Na skutek przyjęcia takiej strategii nie odbywały się procesy karne ani procesy cywilne, lecz jedynie, od 2001 r., procesy kanoniczne. Sprawca otrzymywał kary kościelne i nie był sądzony przez państwowy wymiar sprawiedliwości, co musiało w końcu rodzić poczucie, że nie poniósł adekwatnych konsekwencji.

Poczucie to wzmacnia język kościelny, w którym mówi się o „grzechu” przeciwko VI przykazaniu, nie zaś o przestępstwie wykorzystania seksualnego, o gwałcie itp. To samo poczucie wywołuje sytuacja, gdy ofiara zgłaszająca po latach przestępstwo, którego nie była zdolna zgłosić wcześniej, dowiaduje się, że doznana krzywda nie może być ścigana z powodu przedawnienia.

Przyjęcie odpowiedzialności finansowej przez Kościół w USA stępia odpowiedzialność moralną przełożonych, ale też, jak się okazuje, nie ułatwia zdrowienia osobom pokrzywdzonym. Paradoksalnie podobne efekty przynosi też lęk przed odpowiedzialnością finansową, panujący w Kościele w innych krajach, w tym i w Polsce.

Po raporcie pensylwańskim i po kryzysie w Chile widać też niedoskonałości kanonicznego prawa karnego i norm sekretności rządzących postępowaniem kanonicznym, które ranią ofiary i sprzyjają zmowie milczenia. Widać też potrzebę refleksji teologicznej – zwłaszcza eklezjologicznej – nad konsekwencjami kryzysu dla rozumienia Kościoła, dla sprawowania urzędów w Kościele, dla przejrzystości procedur powoływania na urzędy kościelne, dla roli świeckich. Bardzo potrzebna jest też refleksja nad grzechem i świętością w Kościele, nad tym, jak w systemie funkcjonowania instytucji jej klerykalizacja i brak włączenia świeckich sprzyjały i nadal sprzyjają czynom tak okropnym jak wykorzystanie seksualne małoletnich (pisałam o tym w „Więzi” w roku 2015).

Bez poważnego podjęcia tych tematów i wyciągnięcia wniosków z ich analizy dla życia i funkcjonowania Kościoła zmiany będą tylko powierzchowne – i co jakiś czas będziemy z przerażeniem odkrywać, jak bardzo grzech rani żywe Ciało Chrystusa. Innymi słowy, potrzebna jest głęboka zmiana mentalności i nawrócenie nas wszystkich, by było jednoznacznie widoczne, że drogą Kościoła jest człowiek i aby Chrystus mógł być drogą każdego człowieka.

AIK

Akademia Ignatianum w Krakowie

COD na Facebook

Centrum Ochrony Dziecka 

We use cookies to improve our website and your experience when using it. Cookies used for the essential operation of this site have already been set. To find out more about the cookies we use and how to delete them, see our privacy policy.

  I accept cookies from this site.
EU Cookie Directive Module Information